„Pomijając fakt”

 

Z zastrzeżeniem niedoskonałości słowa.

 

Potrzeba faktu, często utożsamianego z prawdą, jak się wydaje, może wynikać z silnego przyzwyczajenia do arystotelesowskiego operowania czasownikiem „być”, bo albo coś jest albo coś nie jest. W dobie hegemonii informacji ograniczenie stosowania w uniwersum języka tej części mowy i zastąpienie jej formami operacyjno-fenomenologicznymi mogłoby być sposobnością dla otwarcia się na nową niespolaryzowaną rzeczywistość. Mogłoby być, by nie powiedzieć jest, próbą pominięcia faktu jako jednej, a nie jedynej dopuszczalnej kategorii opisu.

 

Konwencja fotogramu może być szansą dla osiągniecia tego stanu bezpośrednio w dziedzinie fotografii przez wyzwolenie od technicznych ograniczeń i konwenansów estetycznych. Nie bez znaczenia pozostaje w tym ujęciu także niefiguratywny charakter obrazu, który będąc takim nie uzurpuje sobie prawa do narzucania konkretnej interpretacji. Pośrednio natomiast, w ujęciu materialnym, nowe możliwości mogą być drogą do uwolnienia się, lecz nie ucieczki, od faktograficznej codzienności. Fotogram pozwala bowiem na ujmowanie światła w innych kategoriach niż tylko narzędzia do obserwacji rzeczywistości. Pozwala na wniknięcie w jego strukturę. O ile bowiem światło warunkuje ukazywanie rzeczy, o tyle rzadko samo jest widzialne, fizyczne. Eksperymenty ze światłem pozwalają na wolne od rygorów reprezentacji obserwowanie i zapisywanie labilności światła. Zastosowana technika pozwala na potraktowanie światła jako nowego pigmentu, ukazując jego lepkość, gęstość, rozpraszanie i zastyganie oraz sposób w jaki iryduje i łamie się w zdarzeniu z materią.

 

Idea fotogramu wykonanego metodą cliche verre na papierze światłoczułym zasadza się na zespoleniu gestu ze światłem. Tym sposobem ruch dłoni wymagany do przygotowania negatywu ponownie nabiera znaczenia w procesie powstawania fotografii. Kruchość i łamliwość  światła w połączeniu z gestem owocują ukazywaniem obrazu spowitego zagrażającą aurą zniszczenia. Obrazy te mogą budzić zarówno strach, jak i ukojenie. Są zarazem scenami przemocy, jak i delikatności światła. Zapis światła jest jednocześnie zapisem cienia. Można zatem powiedzieć, że o ile światło jest warunkiem widzialności rzeczy, o tyle jego bliskość powoduje, że nabierają one nowego znaczenia, ich sens ulega przekształceniu. Splot gestu i światła tworzy sui generis postać czasowości, w której ów gest otrzymuje trwały, zastygły charakter niczym skamielina. Światło natomiast niby widmo eroduje w głąb materii, na którą spogląda, pozostawiając po sobie pieczęć rozmaitych spektrum form, z których wyłania się jego osobliwość. Kształty bezkształtnego i myśli nie do pomyślenia łączą się w jedno. Między gestem a światłem zawiązuje się alians, w wyniku którego dychotomia materii i widma, prawdy i fałszu zostaje zawieszona.

 

W zaprezentowanym cyklu środek ciężkości został przesunięty w kierunku konstelacji rozumianej jako zbiór zróżnicowanych elementów, których istota wynika z korespondujących ze sobą silnych napięć przerywanych chwilami spokoju. Ostre, syntetyczne formy współistnieją z zawieszoną w pustce substancją bezpostaciową. Pożytek z tego co jest, może być w tym czego nie ma. W fotogramach proponuję swego rodzaju fluktuację między rozpoznawalną scenerią przywodzącą na myśl bezmiar przestrzeni kosmicznej a kwestionującą ją próbą odprzedmiotowienia kształtów. Być może taki zabieg powoduje, że fotogramy jednoznacznie nie przechylają się w stronę żadnej z możliwych skrajności. Z tego powodu skłaniam się do przyjęcia, że czas w nich przedstawiony może być alogiczny, niezdecydowany i nie posiadający wyraźnych konotacji z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

 

Projekt jest wynikiem działań eksperymentalnych z wykorzystaniem głównie cieczy, szklanej płyty, powiększalnika i papieru światłoczułego. Fotogramy powstawały sukcesywnie od lutego do kwietnia 2021 r.